Prawie jak nazwisko…
Truizmem będzie stwierdzenie że są tacy którzy całkiem nieźle żyją zarabiając na aukcjach internetowych. Może są przypadki w których taka aktywność stanowi podstawę wyżywienia całej rodziny, wiele jest takich gdzie sprzedawanie i licytowanie jest niezłym sposobem na podreperowanie kruchutkiego studenckiego budżetu. Jest to więc na tyle ważna aktywność życiowa że warto w coraz szerszym zakresie i z większą inwencją, energią i zaangażowaniem kreować swój internetowy wizerunek. Wizerunek ów odgrywający coraz większą rolę w życiu społecznym pozaintenetowym (nie masz facebooka – nie istniejesz) ma wymierną wartość ekonomiczną a tam gdzie w grę wchodzą pieniądze pojawia się konieczność roztoczenia troskliwej opieki ze strony naszego czułego prawa.
Sprawą jednego z użytkowników serwisu allegro.pl zajmowały się obficie polskie sądy mnogich instancji. W końcu rzeczowo i na temat ale w swoim stylu wypowiedział się SN w orzeczeniu z 11 marca 2008 (II CSK 539/07). Użytkownik cezcez został skrytykowany przez jednego z pracowników serwisu w toku dyskusji jaka wywiązała się w sprawie usunięcia jego konta w związku z naruszeniem regulaminu, którego cezcez się dopuścił. Padły zarzuty prywaty i nieuczciwości wyrażone na tyle dosadnie że użytkownik cezcez poczuł się najwyraźniej dotknięty. Zrobił więc to co powinien zrobić w tej sytuacji i pozwał serwis do sądu.
-
Historia w Sądzie Okręgowym
-
Sąd okręgowy przyznał mu rację. Wśród serii cytatów które teraz poleją się szerokim strumieniem na wstępie zauważmy niemalże prorocze stwierdzenie że :
-
Dobre imię jest chronione na wielu polach aktywności życiowej człowieka i nie można co do zasady wyłączyć takiej ochrony w przypadku działalności danej osoby w środowisku internetowym.
-
Sąd następnie roztrząsał sprawę głębiej twierdząc że:
-
Niektóre z tych form aktywności internetowej wiążą się z korzystaniem z nazwy użytkownika, która zastępuje wtedy nazwisko lub nazwę danego podmiotu. Sytuacja ta – zdaniem Sądu – może wiązać się z budowaniem image danego podmiotu (choćby dzięki systemowi komentarzy w serwisie internetowym) natomiast wypowiedzi, które przypisują podmiotowi posługującemu się określoną nazwą użytkownika zachowania nieuczciwe czy niegodziwe godzą w dobre imię osoby występującej pod określoną nazwą.
-
Zwrócono uwagę na zwiększające się możliwości rozwoju obrotu na gruncie internetu i fakt że nazwa użytkownika zastępuje w jego toku nazwisko działającego podmiotu. Co ciekawe jednak sąd stwierdził że nieistotny jest fakt że z daną nazwą nie można powiązać z reguły konkretnej osoby aż do czasu zawarcia umowy (przypadku pseudonimów powiązanie to jest nawet trudniejsze a kwestia ich ochrony nie budzi wątpliwości). Nie dziwi więc fakt że sąd przyznał powodowi rację i udzielił stosownej ochrony, podkreślając że z czasem może dojść do zrównania w pewnym sensie nazwy użytkownika serwisu z nazwiskiem osoby się nią posługującej. Zwrócił mimo to uwagę że ochronie podlegać będą wyłącznie nazwy:
-
…które stały się znakiem rozpoznawczym danego użytkownika, jego swoistą marką.
-
A więc nie te okazjonalnie i tymczasowo obierane.
-
Historia w Sądzie Apelacyjnym
-
Mówiąc w skrócie są miał zgoła inne zdanie na ten temat. Nie podzielił opinii SO uznającego nazwę użytkownika za dobro osobiste osoby fizycznej. Nazwa ta, czyli login jest elementem technicznym, służy do logowania się do serwisu i wiąże się z przydzieleniem danej osobie konta, nie indywidualizuje użytkownika jako konkretnej osoby fizycznej, nie jest jej pseudonimem i traci znaczenie z chwilą likwidacji konta. Apelację pozwanego uwzględnił.
-
Happy end w Sądzie Najwyższym
-
Sąd Najwyższy stwierdził, że:
-
Nie można podzielić poglądu Sądu Odwoławczego, że nazwa użytkownika serwisu aukcyjnego Allegro nie podlega ochronie prawnej. [...] Po pierwsze, utworzenie nazwy użytkownika jest niezbędne do rejestracji w serwisie i uzyskania własnego konta [...] Po drugie nazwa umożliwia użytkownikowi zalogowanie się do serwisu [...] Po trzecie nazwa identyfikuje daną osobę fizyczną w środowisku internetowym, w tym konkretnym wypadku w środowisku osób korzystających z usług serwisu Allegro.
-
SN dostrzegł w nazwie nie tylko element techniczny ale także pominięty w SA element indywidualizujący użytkownika w środowisku sieci i jego widoczną koneksję z nazwiskiem lud pseudonimem osoby fizycznej.
Widzimy więc w orzeczeniach SO i SN nową jakość nadaną nazwie użytkownika która przestaje być zjawiskiem należącym wyłącznie do świata informatycznego, znakiem składającym się z ciągu zer i jedynek a mającym znaczenie tylko jako login. Sądy jedynie potwierdzają to co obserwujemy na co dzień – że aktywność internetowa przybiera coraz bardziej “ludzki” wyraz, upodabnia się w coraz większym stopniu do świata realnego mającego dotychczas monopol na miano “prawdziwego”. Światem prawdziwym w którym możemy realizować swoje potrzeby i uprawnienia staje się internet. I choć nadal byt elektroniczny ściśle powiązany jest ze swoim odpowiednikiem z krwi i kości to przeszczepienie pewnych instytucji (jak ochrona dóbr osobistych) do sieci zmusza do refleksji czy zawsze tak będzie i czy nie jesteśmy na drodze do rozluźnienia tej zależności.
Przyszłość przyniesie odpowiedzi na pytanie jak daleko sięgać ma ochrona użytkowników serwisów i portali i czy w grę wchodzić może odpowiedzialność karna. Jak na razie powszechne jest przekonanie że w sieci więcej można. Poza tym nie jest pożądana tak intensywna ingerencja prawnokarna, także ze względu na zasięg i rozmiar społeczeństwa internetowego. Czy możemy się kiedykolwiek spodziewać że to się zmieni? Kto wie, dodam tylko że nie budzą wątpliwości sprawy pomówienia za pomocą środków masowego komunikowania się. Tu chodzi jednak nie o ochronę danej osoby ale jej powiązania z czymś co może kiedyś stać się bytem w pewnym sensie samodzielnym. Jak przebiegać będzie rozwój społeczności internetowej czas pokaże, dość powiedzieć że problem został już zauważony przez orzecznictwo sądów i na pewno nie został wyczerpany w kilku najlepiej znanych orzeczeniach.
Paweł Piekutowski




Problem w tym do jakiego stopnia i jak daleko się to rozwinie. Dzieci wiedzą że w sieci głupot się nie robi bo anonimowości nie ma choć jest jej pozór. To czy zechcemy utrzymać tą fikcję zależy także od nas, jak mocno będziemy się identyfikować z naszymi fikcyjnymi postaciami w sieci. Jeśli zażądamy dla nich ochrony to pytanie czy to jeszcze będzie ochrona żywej osoby występującej jako użytkownik czy już ochrona tego użytkownika jako postaci funkcjonującej wyłącznie na poziomie sieci. Wtedy nie będzie odgrywało roli ile osób dane konto obsługuje i czy rzeczywiście poczuły się urażone (może to być konto ogólnodostępne nawet) o ile będzie się cieszyło odpowiednią renomą i ‘dobrym imieniem’ i te elementy zostaną naruszone w jakimś zauważalnym stopniu.
Strach się normalnie bać. Wystawię przypadkiem samochód bez ceny minimalnej i zabierze mi sąd za 10 zł. Nazwę kogoś głupcem, polecę za obrazę nicku-nazwiska. Może wprowadzić trzeba prawo internetowe.