Strona główna > Press > Nie jestem optymistą

Nie jestem optymistą

Media są nadmiernie stabloidyzowane, dziennikarze – nadmiernie rozpolitykowani, w dyskusji o polityce więcej krzyku niż poważnej debaty, a sztuka felietonu umiera.

-

Daniel Passent
fot. Marcin Rzońca


Spotkanie w ramach cyklu Salon Polityki promować miało jego najnowszą książkę Pod napięciem, będącą zbiorem felietonów z lat 2002-2009. Jednak sama dyskusja dotyczyła w większym stopniu kondycji współczesnych mediów i poziomu debaty publicznej z jednej strony, z drugiej: doświadczeń zawodowych autora. Gość Wydziału Politologii zabrał także głos w aktualnej dyskusji nad biografią Ryszarda Kapuścińskiego:

Jako znajomy autora, byłem jednym z pierwszych czytelników tej książki. Uważam, że jest świetna i Kapuściński nie mógł mieć lepszego i dokładniejszego biografa – stwierdził. Jego zdaniem Domosławski dokonał pewnej „demolki mitu Kapuścińskiego”, ale nie było to działanie zamierzone. – Wynika to raczej ze stanu świadomości czytelników, bo w odbiorze społecznym nie jest ważna twórczość Kapuścińskiego, ale wszystko to, co wokół, te tzw. „brudy”. To wina natury ludzkiej, która kieruje wzrok najchętniej na to, co prywatne.

Przedmiot dyskusji

Passent podkreślił duży szacunek, z jakim jego zdaniem Domosławski pisze o Kapuścińskim. Odniósł się także do kwestii wątków fikcyjnych w książkach reportażysty: – Jestem zwolennikiem takiego reportażu, jak te, które pisali Kapuściński, czy Hanna Krall. Nie interesuje mnie, czy opisane postaci istniały naprawdę. Ja czytam i podziwiam mistrzostwo autora.

Jego zdaniem biografia Domosławskiego nie zagrozi autorytetowi Kapuścińskiego, wręcz za jakiś czas, gdy dyskusja na ten temat przycichnie, będzie ona świadectwem wybitności reportera. – Powstaje pytanie, czy Domosławski mógł o tym w ogóle nie pisać? Uważam, że prawda zawsze prędzej, czy później wyjdzie na jaw. Zresztą dziś, żeby zniszczyć Kapuścińskiego wystarczyłoby powiedzieć jedynie, że był peerelowskim reporterem. Przez jakikolwiek związek z tamtym systemem byłby od razu napiętnowany – skonstatował.

Taką wizję polskiej rzeczywistości medialnej przedstawił Daniel Passent, który 3 marca odwiedził Wydział Politologii UMCS, jako gość “Salonu Polityki”.

-

Za dużo krzyku, za mało treści

-

Jeżeli chodzi o język, jakim w polskich mediach mówi się o polityce, to nie jestem tutaj optymistą. Po 1989 r. w polskim życiu politycznym nastąpiła ogromna polaryzacja: podział na zwalczające się obozy, partie, a nawet jednostki. Jednocześnie okazało się, że lepiej sprzedaje się język tabloidowy. W efekcie poważne wypowiedzi są w mediach marginalizowane.

Passent na potwierdzenie swoich słów przytacza nazwiska profesorów – Andrzeja Walickiego i Bronisława Łagowskiego, którzy mając niewątpliwie wiele do powiedzenia, w mediach mainstreamowych są praktycznie nieobecni.

Nikt ich nie zaprosi, bo oni nie pyskują, ani nie skaczą sobie do oczu. Lepiej zaprosić pana Kurskiego albo Wenderlicha, bo można mieć pewność, że przynajmniej przez kilka minut będą się przekrzykiwać.


Daniel Passent w towarzystwie prof. Iwony Hofman i prof. Grzegorza Janusza. fot. Marcin Rzońca


Wszechogarniająca „rymanowszczyzna”

-

- W mediach razi mnie kilka rzeczy – mówił Passent, zapytany o katalog grzechów głównych polskich środków przekazu. – Przede wszystkim ogromna tabloidyzacja i komercjalizacja. W każdym programie informacyjnym musi się pojawić jakieś skatowane dziecko, jego ojciec-oprawca, krew. A wszystkie artykuły i wypowiedzi muszą być krótkie, czytelnika nie wolno zanudzić.

Zdaniem Passenta media często „gryzą własny ogon”:

Pracownicy mediów stają się nagle ich bohaterami. Dowiadujemy się, że jakaś pani ma bajeczny kontrakt, Kuba Wojewódzki ma nową dziewczynę, a Ten z Tą pojawili się razem na jakimś party.

-

Z drugiej strony dziennikarze zbyt często i zbyt chętnie wcielają się w polityków: – W PRL dziennikarze nie mogli uprawiać polityki, ta działalność była zarezerwowana dla członków partii. Teraz znakomita większość dziennikarzy jest bardzo zaangażowana politycznie. Tak bardzo, że mają wręcz swoich zwolenników, którzy w razie groźby zwolnienia swojego idola, gotowi są zorganizować demonstrację.

Rozpolitykowaniu dziennikarzy i tabloidyzacji mediów towarzyszy moda na agresywne prowadzenie wywiadów, którą Passent określa mianem „rymanowszczyzny”, zaznaczając przy tym, kogo uważa za głównego reprezentanta takiej tendencji. – Wywiadów nie przeprowadza się dziś po to, aby poznać poglądy rozmówcy, ale aby go zgnębić, zdeptać. Albo robi się tzw. „format”: zaprasza się dwie osoby o przeciwnych poglądach i każe się im skakać sobie do oczu – tłumaczył zgromadzonej publiczności.

-

Felieton w zaniku?

-

- Mam obawę, że felieton skończy się wraz z felietonistami. Nowego pokolenia nie będzie – snuł pesymistyczne wizje publicysta. Podzielił się jednak z publicznością swoimi doświadczeniami, płynącymi z wielu lat uprawiania tego gatunku, podjął także próbę określenia cech dobrego felietonisty: – Trzeba przede wszystkim dużo czytać. To podstawa. Trzeba też być dobrze wykształconym. Ważne jest by mieć zawsze oczy szeroko otwarte i obserwować to, co się dzieje wokół. Dobrego felietonistę, zdaniem Passenta, wyróżnia poczucie humoru, ale i odrobina próżności: – Felietonista jest troszeczkę próżny, bo zakłada, że ma coś do powiedzenia. Trzeba mieć odwagę i tupet, by swoje myśli publikować.


Spotkanie z Danielem Passentem na Wydziale Politologii. fot. Marcin Rzońca


Słuchaczom opowiadał także, jak na przestrzeni lat zmieniał się jego stosunek do pisania:

Gdy zaczynałem pisać felietony, największą przyjemność sprawiała mi kpina. Przeżywałem coś na kształt takiej młodzieńczej radości z tego, że mogę komuś „przyłożyć” w druku. Gdy zaangażowałem się w „Solidarność”, moje felietony stały się mniej kpiarskie, a bardziej polityczne. To był taki okres polityczno-walczący, wtedy siedziałem okrakiem na barykadzie i czekałem, aż strony się dogadają. Potem w moich felietonach walczyłem z PiSem i tą rzeczywistością, która mi wówczas nie odpowiadała. Teraz moje felietony są bardziej dialogowe i jakby bez pazura. Może mi już tych pazurów brak?

Dorota Łubińska

wykop.pl

Kategorie:Press
  1. marcinj
    Marzec 16, 2010 o 23:52 | #1

    Szkoda, że na zdjęciu widać tylko jeden kapelusik :D Daniel Passent przyciągnął sporo słuchaczy w podeszłym wieku (co w pewnym przypadku nie wyszło na dobre).

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.