Dezubekizacja po polsku
Czym jest dezubekizacja? To pytanie zadałem sobie poszukując informacji dotyczących wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Odszukanie odpowiedzi na to pytanie nie było łatwe, choć internet jest pełen, przez wszystkie przypadki odmienianej dezubekizacji.
Większość z nas dezubekizację rozumie bardzo szeroko, jako proces obejmujący demaskowanie, piętnowanie byłych pracowników organów bezpieczeństwa wewnętrznego, ograniczenie ich przywilejów emerytalnych, odebranie odznaczeń, pozbawienie stanowisk i zakaz pełnienia określonych funkcji. Łączona bywa wobec tego głównie z walką polityczną, szczególnie w okresie przedwyborczym, kiedy to hasła rozliczenia z ‘oprawcami’ muszą trafiać w gusta prosolidarnościowo nastawionego elektoratu. Co więcej proces dezubekizacji kojarzony bywa z działaniami partii prawicowych i lepiej lub gorzej argumentowanym sprzeciwem lewicy. Dodać trzeba, że ma w pewnych grupach społecznych ma wydźwięk zdecydowanie negatywny. Rozliczenia z przeszłością, wśród wielu młodszych wyborców nie są popularne, wielu uważa je za sprawę nieistotną z którą najlepiej upora się czas.
Jak jest naprawdę? Dezubekizacja objawiła się jak do tej pory pod postacią tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Szeroko rozpisały się o niej media. Początkowo pomysł wyszedł od PiS. Wśród projektów kilku ustaw mających służyć ‘przywróceniu elementarnej sprawiedliwości‘, jak to określił Przemysław Gosiewski, ówczesny szef klubu PiS, znajdował się i ten określony jako ustawa dezubekizacyjna. Traf jednak chciał, że PiS projekty swoje skierował do prac sejmowych dosłownie parę dni po wyborach które przegrał z PO. Nie znalazły one szerokiego poparcia i ostatecznie pracom poddano projekt PO, a następnie uchwalone (dodać trzeba że sprzeciw w ostatecznym głosowaniu wyrazili jedynie członkowie SLD).
Projekt PO wyraźnie ograniczał zasięg dezubekizacji do odebrania części świadczeń emerytalnych funkcjonariuszom UB/SB, a także członkom WRON. Z wnioskiem o zbadanie zgodności ustawy dezubekizacyjnej z Konstytucją wystąpiła jednak grupa posłów lewicy. Sprawą zajął się TK i po wielu traumatycznych dniach oczekiwania wydał wyrok, który stał się przedmiotem mojego zainteresowania na początku poszukiwań.
A nie były to poszukiwania łatwe. Z uwagi na fakt że w chwili pisania tego tekstu na stronach Sejmu nie opublikowano jeszcze jego treści musiałem zdać się na informacje z doniesień prasowych. Notatek o ustawie dezubekizacyjnej jest co prawda bez liku ale tu pojawia się problem – o jaką właściwie ustawę chodzi?
Próżno szukać tego na stronach największych dzienników i portali informacyjnych, nawet tych poświęconych głównie prawu. Jawi się nam ona jako mityczny monolit – ustawa dezubekizacja w której artykule 1 zapewne stoi ‘Na mocy niniejszej ustawy dezubekizuje się…’. Problem jednak w tym, że takiej ustawy nie sposób odnaleźć gdziekolwiek a wytłumaczenie jest jedno – taka ustawa po prostu nie istnieje.
To co dzisiaj określamy jako ustawę dezubekizacyjną jest w rzeczywistości nowelizacją dwóch ustaw: z dnia 10 grudnia 1993 r. o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz ich rodzin (Dz. U. z 2004 r. Nr 8, poz. 66, z późn. zm.) oraz ustawy z dnia 18 lutego 1994 r. o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin (Dz. U. z 2004 r. Nr 8, poz. 67, z późn. zm.). W formacie dostępnym na stronie Sejmu liczy sobie ona 4 strony (razem z przypisami), zawiera 4 artykuły i krótką preambułę. Znajduje się w Dzienniku Ustaw z 2009 r. Nr 24, poz. 145. Zagadka rozwiązana.
Wielce zastanawiające jest to, że do prawdy doszedłem dopiero czytając sentencję wyroku TK w sprawie tej ustawy, znalezioną na jednym z komercyjnych portali prawniczych. Media publiczne nie były w stanie udzielić mi właściwej informacji czym jest ustawa dezubekizacyjna. O tym, jak mgliste pojęcie o niej ma przeciętny obywatel niech świadczy fakt, że wikipedia jako poprawny określa termin ‘dezubekizacja’ natomiast po jego wpisaniu do google wyszukiwarka w propozycjach wyświetli wersję ‘deubekizacja’. Różnymi wariantami posługują się poszczególne portale, różnice czasami znajdziemy już w obrębie tekstów jednego serwisu. Trudno więc liczyć na to że przeciętny obywatel znajdzie czas i cierpliwość na to by szukać po zasobach sieci o co tak naprawdę chodzi i co się pod pojęciem dezubekizacji kryje.
Takie niedopowiedzenia są na rękę i dziennikarzom i politykom, (różnica czasami bywa między nimi czysto umowna) którzy do woli szermować mogą pojęciem równie pojemnym, co niejednoznacznym. Rozmycie znaczenia może skutecznie posłużyć do rozmycia odpowiedzialności. Wszak społeczeństwo chciało dezubekizacji to ją ma, choć jej zakres nie odpowiada wizji większości obywateli. To plus dla polityków. Dziennikarze mogą zaś dalej deliberować nad dezubekizacją nie wnikając w sens tego pojęcia, nakręcać publiczną nagonkę na jej przeciwników albo zbyt gorliwych zwolenników (zależy jak się opłaci). Obywatel z kolei nakarmi się taką papką niejednoznaczności i zadowolony wróci do pracy, a w odpowiedniej chwili zagłosuje na poważnych polityków grzmiących za lub przeciw dezubekizacji. Tak oto postulat konkretnej i merytorycznej dyskusji zostanie zrealizowany.
Zachęcam więc do rozwiewania takich wątpliwości na własną rękę. W natłoku informacji potrzebujemy co prawda skrótowości ale musi mieć ona swoje granice. W tym przypadku granica owa została przekroczona. Stworzono byt samoistny ‘ustawę dezubekizacyjną’, a nie umożliwiono dotarcia do źródła. Jeśli tak ma wyglądać informacja to narażamy się na to, że z biegiem czasu media wykreują całą rzeczywistość za nas a prawo zastąpią komentarze nieprofesjonalnych chałturników. Warto czasami dowiedzieć się o co tak naprawdę chodzi i nie dać się wodzić za nos demagogom i populistom.
Paweł Piekutowski







zajefajniaszczy teksciq \o/ ;):) ale to zdjęcie klawiatury i pulchnych rąk onanisty najlepsze jest:D:*:* FaJNie że dowiedziałam się że Internet pozwala na dotarcie do źródeł, nie wiedziałam tego, DzięKooFky redakcjo, pozrOOOOO 600 ^_^:*:*:*
Jeżeli szumnie ogłaszana i propagowana “dezubekizacja” ma polegać po prostu na skreśleniu paru towarzyszy z listy emerytów, no to może faktycznie nie ma się co porywać z motyką na Słońce i tworzyć setki niepotrzebnych paragrafów, skoro sprawę rozwiąże jedna, dwie nowelizacje?
Tylko po co wprowadzać zamęt, mówiąc o całej “ustawie” (choć nowelizacja ustawą też niewątpliwie jest)? Taka jest właśnie przewrotność skrótów myślowych.
Najgorsze jest to, że mało kto będzie tak dociekliwy jak autor i nad takimi niuansami zastanawiać się raczej nie będzie. Zastanawiam się jednak, czy rozróżnienie między ustawą a nowelizacją ustawy jest tak naprawdę przeciętnemu Kowalskiemu do czegokolwiek potrzebne??